Ostatnio czytałam rozmowę „Gdzie NFZ nie może, tam prywaciarza wyślę” z Piotrem Sochanem i muszę przyznać, że coś w tym jest… U nas niestety często kończy się tak, że kiedy termin na NFZ jest za kilka miesięcy, a problem pilny, to nie ma wyjścia – idziemy prywatnie. Z jednej strony fajnie, że jest taka możliwość, z drugiej trochę smutne, że człowiek płaci składki, a i tak musi wyciągać dodatkowe pieniądze z kieszeni.